wtorek, 27 października 2015

Agnieszka Lingas -Łoniewska BEZ PRZEBACZENIA



Czasem przez przypadek trafia w nasze ręce książka, o której nie sposób zapomnieć. Książka, która chwyta mocno za serce, którą czyta się jednym tchem (ja zarwałam noc i polały się łzy) i która pozostaje z nami na bardzo długo. "Bez przebaczenia" to kolejna pozycja, którą muszę mieć w swojej kolekcji. Polecam gorąco. Trzyma w napięciu, opisuje miłość, która chyba w prawdziwym życiu się nie zdarza  a zarazem jest bardzo realistyczna.. "Bez przebaczenia" to pierwsza pozycja tej autorki, która trafiła w moje ręce i na pewno nie ostatnia.  Wraz z ostatnią przeczytaną kartką pomyślałam, że polska literatura jest jednak bardzo słabo promowana. Bo mój wybór pozycji na bibliotecznej półce jest czasem naprawdę przypadkowy. I okazuje się, że kolejny raz trafiam na pozycję, która ma to coś. Czy ktoś ma też w swojej pamięci perełki godne polecenia? Bo moim zdaniem dla tej książki nie ma skali do oceny - jest najlepsza, jedyna w swoim rodzaju. Polecam ją swoim znajomym i jeszcze żadna z nich się nie zawiodła.


Znalezione obrazy dla zapytania bez przebaczenia okładka książki





środa, 8 kwietnia 2015

Droga do przebaczenia

Często zdarza się, że najlepsze książki trafiają w nasze ręce zupełnie przypadkowo. Sama niejednokrotnie się już o tym przekonałam.
"Droga do przebaczenia" Johna Burnhama Schwartza to wzruszająca a zarazem trzymająca w napięciu opowieść o przypadkowej śmierci dziecka, widzianej oczami ojca, matki i samego sprawcy. To książka, która zmusza do refleksji nad własnym życiem i własnymi wyborami. Często zastanawiamy się, co by było gdyby. Gdybym wyszedł z domu pięć minut wcześniej albo później, gdybym pojechał inna drogą.
Jak przeżyć śmierć własnego dziecka i nie zwariować. Czy taką tragedię w ogóle można przeżyć. Czy ktoś jest sobie w stanie to wyobrazić? Bo ja nawet nie chcę. 
A z drugiej strony jak żyć ze świadomością, że zabiło się człowieka, w dodatku dziesięcioletnie dziecko mające przed sobą cale życie. Uciec z miejsca wypadku i żyć dalej jakby nic się nie stało.
Mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi a prawda zawsze ujrzy światło dzienne. Niepozorne szczegóły ułożą się w jedną całość. Czy stając oko w oko z zabójcą własnego dziecka można mu tak po prostu...przebaczyć?

Okładka książki Droga do przebaczenia

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Świąteczne tradycje

Święta, święta i po świętach. Biorąc pod uwagę tegoroczną pogodę nie ma chyba czego żałować. Ale właśnie  w związku ze świętami naszła mnie pewna refleksja. Jak co tydzień wybrałyśmy się z mamą na zakupy. Zaczęłyśmy nietypowo - od sklepu papierniczego, gdzie mama kupowała...no właśnie - kartki świąteczne.
Kto teraz wysyła kartki? Chyba już tylko tacy tradycjonaliści jak moja mama. Ludzie są coraz bardziej nowocześni - czytaj leniwi. Życzenia wysyłają pocztą elektroniczną, smsem a już najlepsi po prostu publikują post na Facebooku. Życzenia odnoszą się wtedy zarówno do wszystkich jak ido nikogo konkretnego jednocześnie.
I tak patrząc na zalewające Facebooka "śmieciowe życzenia" przypomniałam sobie święta z okresu dzieciństwa. Czas, w którym jedną z tradycji było najpierw wybieranie najładniejszych kartek, potem wypisywanie na nich życzeń, a następnie kolejka na poczcie i oczekiwanie na kartki, które do nas przyjdą.
Nikt wtedy nie miał internetowej ściągawki. Życzenia były własne i płynące prosto z serca. A dzisiaj? Nie możemy narzekać. Bo po co myśleć, skoro wyszukiwarka google poda nam aż nadto propozycji. Po co układać swoje życzenia skoro telefon ma opcje "prześlij dalej". Co niektórzy z rozpędu zapominają nawet podpisać się własnym imieniem. Wysyłają dalej życzenia z nazwiskiem osoby, od której te właśnie życzenia otrzymali. Dla mnie jest to żenujące. Obserwuję jednak, że większość ludzi nie zwraca na to po prostu uwagi.
Wracając więc do tematu kartek świątecznych zastanawiam się czy dobrze robiliśmy wyrzucając w poprzednich latach otrzymane kartki. Niedługo będą one bowiem nie lada gratką dla kolekcjonerów i okazem muzealnym dla przyszłych pokoleń.

poniedziałek, 30 marca 2015

Kolorowe szkiełka

"Każda chwila to takie kolorowe szkiełko. Zielone, czerwone, żółte, niebieskie albo czarne... Sama w sobie nic nie znaczy, ot, trochę wrażeń, emocji... Ale wszystkie one razem, złożone w jedną całość, nabierają sensu i tworzą obraz..."

Często tak łatwo nam oceniać innych. Może najpierw warto przyjrzeć się z bliska sobie, niekoniecznie przez kolorowe szkiełko. Alkoholizm, narkotyki i inne uzależnienia otaczają nas zewsząd. Niejednokrotnie pośrodku tego dramatu stoi małe, bezbronne, niczemu niewinne dziecko. Czy zawsze reagujemy właściwie? Czy jesteśmy w stanie wyciągnąć pomocną dłoń? Odwracamy wzrok udając, że nic się nie dzieje, że to nie nasz problem. Zdajemy się nie słyszeć niemego, zawartego w przerażonych oczach dziecka, krzyku. To przecież nie nasz problem, wystarczy nam swoich trosk. I niejednokrotnie dochodzi do tragedii.
W życie Adriana zupełnie przypadkowo wkroczyła Marta. Bezwiednie robiła wszystko, aby zmniejszyć cierpienie dziecka odseparowanego od matki. Stworzyła dziecku nowy dom. Jednak Adrian tęsknił za matką. Za matką, która zamroczona przez alkohol i narkotyki często zapominała o jego istnieniu. W końcu matka podjęła terapię i zawalczyła o to, co w życiu najważniejsze - o miłość swojego dziecka. Czy wygrała? Jak odbiło się to wszystko na życiu Marty?
Niepozorna okładka, niepozorny tytuł a tyle nagromadzonych emocji. Czasem warto zwolnić i zastanowić się nad własnym bytem. Zawsze jest czas, aby zmienić coś na lepsze.

Innego życia nie będzie

Książka Marii Nurowskiej jak zwykle daje do myślenia. Tytuł można odnieść do życia każdego z nas. Bo to, jak przeżywamy własne życie zależy tylko i wyłącznie od nas. Nic dwa razy się nie zdarza a z konsekwencjami swoich decyzji borykamy się do końca życia. I tu rodzi się refleksja - dlaczego podjęte decyzje i popełnione błędy aż do starości muszą czekać na wnikliwą analizę. Przecież to już niczego nie zmieni. Pęd życia dopiero w podeszłym wieku pozwala nam myśleć? Wcześniej na to myślenie zabrakło czasu? Czy może chęci? Czy warto całe życie kochać mężczyznę, który na piedestale zawsze stawia matkę i tak łatwo odwraca się do nas plecami? Czy podjęte przez nas decyzje muszą mieć aż tak ogromny wpływ na dorosłe życie naszych dzieci? Czy Ameryka to naprawdę raj ostateczny?

niedziela, 29 marca 2015

Pozytywnie książką zakręcona

Najtrudniej mi było chyba zdecydować się na tytuł tego bloga. Spotkałam się już ze stronami lubimyczytać.pl czy zespolnienasyconegoczytelnictwa.pl. Wszystko górnolotne i ponadczasowe. A ten tutaj blog ma służyć przede wszystkim mnie, osobie uzależnionej od literatury w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Książki to moje drugie życie...a może czasami nawet pierwsze. Praca- dom, dom - praca i w sumie zero życia towarzyskiego. Jakieś sporadyczne wypady do znajomych. I wieczór - moja ulubiona chwila. Dom śpi a ja zaczynam swoje drugie życie - przygodę z książką. Nie jestem w stanie policzyć ile pozycji już przeczytałam. Nie jestem w stanie powiedzieć czasem o czym jest dana książka. Ale zawsze mam z książka skojarzenie - mniej lub bardziej pozytywne. Dlatego właśnie stwierdziłam, że zacznę pisać bloga o przeczytanych przez siebie książkach. Dla własnej przyjemności ale i po to, abym zawsze mogla tu wrócić i odświeżyć sobie pamięć.  Przyda mi się taka mini baza, bo liczba książek w kolejce do przeczytania nigdy nie maleje. Ktoś kiedyś stwierdził, że ten kto czyta książki, żyje podwójnie. Wiem, że w dobie internetu i cyfryzacji czytanie zwykłej papierowej książki nie jest trendy. Ale cóż, to nie mój problem. Już niedługo kilka słów o "Jeźdźcu miedzianym" Paulliny Simons. Pierwsza książka, którą przeczytałam i od razu kupiłam, po to tylko, aby mieć świadomość, że ona stoi na półce - jest ze mną  - i w każdej chwili mogę do niej wrócić. A wrócę na pewno. Na razie wędruje wśród znajomych a ja cierpliwie czekam.