środa, 8 kwietnia 2015

Droga do przebaczenia

Często zdarza się, że najlepsze książki trafiają w nasze ręce zupełnie przypadkowo. Sama niejednokrotnie się już o tym przekonałam.
"Droga do przebaczenia" Johna Burnhama Schwartza to wzruszająca a zarazem trzymająca w napięciu opowieść o przypadkowej śmierci dziecka, widzianej oczami ojca, matki i samego sprawcy. To książka, która zmusza do refleksji nad własnym życiem i własnymi wyborami. Często zastanawiamy się, co by było gdyby. Gdybym wyszedł z domu pięć minut wcześniej albo później, gdybym pojechał inna drogą.
Jak przeżyć śmierć własnego dziecka i nie zwariować. Czy taką tragedię w ogóle można przeżyć. Czy ktoś jest sobie w stanie to wyobrazić? Bo ja nawet nie chcę. 
A z drugiej strony jak żyć ze świadomością, że zabiło się człowieka, w dodatku dziesięcioletnie dziecko mające przed sobą cale życie. Uciec z miejsca wypadku i żyć dalej jakby nic się nie stało.
Mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi a prawda zawsze ujrzy światło dzienne. Niepozorne szczegóły ułożą się w jedną całość. Czy stając oko w oko z zabójcą własnego dziecka można mu tak po prostu...przebaczyć?

Okładka książki Droga do przebaczenia

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Świąteczne tradycje

Święta, święta i po świętach. Biorąc pod uwagę tegoroczną pogodę nie ma chyba czego żałować. Ale właśnie  w związku ze świętami naszła mnie pewna refleksja. Jak co tydzień wybrałyśmy się z mamą na zakupy. Zaczęłyśmy nietypowo - od sklepu papierniczego, gdzie mama kupowała...no właśnie - kartki świąteczne.
Kto teraz wysyła kartki? Chyba już tylko tacy tradycjonaliści jak moja mama. Ludzie są coraz bardziej nowocześni - czytaj leniwi. Życzenia wysyłają pocztą elektroniczną, smsem a już najlepsi po prostu publikują post na Facebooku. Życzenia odnoszą się wtedy zarówno do wszystkich jak ido nikogo konkretnego jednocześnie.
I tak patrząc na zalewające Facebooka "śmieciowe życzenia" przypomniałam sobie święta z okresu dzieciństwa. Czas, w którym jedną z tradycji było najpierw wybieranie najładniejszych kartek, potem wypisywanie na nich życzeń, a następnie kolejka na poczcie i oczekiwanie na kartki, które do nas przyjdą.
Nikt wtedy nie miał internetowej ściągawki. Życzenia były własne i płynące prosto z serca. A dzisiaj? Nie możemy narzekać. Bo po co myśleć, skoro wyszukiwarka google poda nam aż nadto propozycji. Po co układać swoje życzenia skoro telefon ma opcje "prześlij dalej". Co niektórzy z rozpędu zapominają nawet podpisać się własnym imieniem. Wysyłają dalej życzenia z nazwiskiem osoby, od której te właśnie życzenia otrzymali. Dla mnie jest to żenujące. Obserwuję jednak, że większość ludzi nie zwraca na to po prostu uwagi.
Wracając więc do tematu kartek świątecznych zastanawiam się czy dobrze robiliśmy wyrzucając w poprzednich latach otrzymane kartki. Niedługo będą one bowiem nie lada gratką dla kolekcjonerów i okazem muzealnym dla przyszłych pokoleń.